sobota, 27 sierpnia 2011

Praga, znowu Praga!

    Tym razem krótko, bo i nie ma zbyt wiele do opisywania. W zeszłym tygodniu pojechałam z Aurelią do Pragi. Wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nie obrzydliwy wirus, którego wiozłam tam ze sobą (mam nadzieję, że dzikie hordy turystów zostały zarażone). Jakoś zniosłam tę podróż. Co ciekawe w przedziale jechaliśmy w pięcioro i czworo z nas czytało, troje - książki i jedna osoba - gazetę. Piękny widok. 
    W Pradze ze względu na sentyment i przystępną cenę zatrzymałyśmy się w akademiku na Strahovie.Bardzo podobała mi się również próba komunikacji z głuchą recepcjonistką. Głuchą, ale bardzo miłą. Koszt noclegu to tylko 150 koron za noc, jeśli posiada się ISIC (kolejny plus tej karty). Żeby przybliżyć jak cudowne jest to miejsce umieszczam zdjęcia.

Nie, to nie jest batonik.
Aurelia: Ależ tu pięknie!
Arafatko-ścierka.
Dostałyśmy nawet "ręczniki".
Tylko nie idź w kierunku światła!
Gotujemy!


Ciąg dalszy gotowania. Instrukcja jak ugotować parówki w mikrofalówce nie mając talerza.

Gotuj się, kurwa, gotuj. (Dzięki, Alžběto)

I gotowe!
Nie ma to jak bułka z czekoladą.

Widać nawet Petřín!
Aurelia brata, a raczej siostrzy się z naturą.
Praga jest moja!
Jedyne wspólne zdjęcie.


Stadion Strahov.
Kůň. Rzeźba Davida Černého. Palác Lucerna.
Nie wiedziałam jeszcze, że ta cola kosztuje 55kč.
Tu kupują tylko jelenie.
"Above Mc Donald's". Ideał sięgnął bruku.
   Mam jakieś dziwne szczęście i trafiam ostatnio często na rozgrywki Sigmy Olomouc i powracających z meczu kibiców. I tym razem nie dość, że przez przypadek pojechałam złym pociągiem (czas podróży: 3 godziny, ale jest jeszcze taki pociąg, który jedzie 5 godzin, więc chyba miałam szczęście), to jeszcze na dworcu przywitały mnie grupy policjantów i takie oto tajemnicze dźwięki. Kibice południowomorawskiego Slovácka cieszyli się z remisu 1:1.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz