wtorek, 25 października 2011

Oczyszczenie

    Ostatnio wpadła mi w ręce książka Sofi Oksanen Oczyszczenie. Muszę przyznać, że dotąd nie wiedziałam o istnieniu autorki, tym bardziej o jej dotychczasowym dorobku literackim. Sofi Oksanen jest Finką o estońskich korzeniach i dlatego też akcja powieści toczy się w Estonii, a tematyką nawiązuje do opowieści o "leśnych braciach", które słyszała jako dziecko. 
  
    Oczyszczenie to opowieść o kobietach i ich losach w ważnych momentach najnowszej historii Europy. Czas nie płynie tu linearnie - co chwilę przenosi nas z początku lat 90. do okresu międzywojennego, a także sowieckiej okupacji. Poznajemy krok po kroku życie każdej z bohaterek, odkrywamy ich sekrety, kłamstwa i nieszczęścia, które je spotkały. Przez pryzmat losów Aliide i Zary Sofi Oksanen próbuje pokazać, że to właśnie kobiety w krytycznych momentach okazywały się wyjątkowo silne, a jednocześnie były najbardziej narażone na przemoc. Ta siła, a jednocześnie bezbronność kobiet przypomniała mi Volver Almodovara, choć w Oczyszczeniu gwałt nie był jedynie okrutnym sposobem zaspokojenia żądz, ale narzędziem stosowanym przez mężczyzn do poniżenia i zniewolenia ofiary. Samą powieść czyta się bardzo szybko, właściwie trudno jest się od niej oderwać, ale niektóre sceny przerażają swoją autentycznością i brutalnością, pozostając jeszcze na długo w pamięci. Nie polecam szczególnie wrażliwym osobom.
   
    Warto zajrzeć na stronę Polskiego Radia, gdzie można wysłuchać wywiadu z Sofi Oksanen. Autorka przypomina w nim, że pisarz ma szansę ukazywać w swoich powieściach istotne i aktualne problemy, a tym samym angażować się przynosząc zmianę świadomości społecznej np. o prawach człowieka. Interesująca wydała mi się jej wypowiedź na temat granic wolności słowa, a właściwie mylnego rozumienia tego pojęcia w Estonii, choć odnosi się to również do Polski. Głoszenie poglądów rasistowskich, nawoływanie do nienawiści wobec mniejszości seksualnych nie ma już nic wspólnego z wolnością słowa, ponieważ nie daje nam ona prawa, aby mówić absolutnie wszystko. Z tym mylnym pojmowaniem wolności słowa spotkałam się przy okazji ostatnich wyborów parlamentarnych w Polsce, kiedy część użytkowników portali społecznościowych stwierdziło, że może publikować nawet wyjątkowo obraźliwe opinie. Szkoda, że niektóre z nich musiały czekać nawet cały dzień na zgłoszenie nadużycia i usunięcie. Zastanawiałam się, czy istnieje społeczne przyzwolenie na takie zachowania, czy może ludzie myślą, że nie mogą na nie reagować. W każdym razie na szczęście każda wypowiedź może zostać oceniona, a w razie potrzeby usunięta.
    
    Sofi Oksanen angażuje się w działalność na rzecz LGBT w krajach bałtyckich, ale również w swej twórczości porusza istotny wątek tożsamości Estończyków i ich relacji z Rosją. Tych trudnych stosunków dotyczy przygotowana przez nią oraz estońską dziennikarkę Imbi Paju antologia Poza wszystkim był strach. Jak Estonia straciła swoją historię i jak może ją odzyskać, która stała się w bestsellerem, a jednocześnie spotkała się z ostrą krytyką rosyjskich sfer rządzących.
  
     Dodam jeszcze, że Oczyszczenie jest dostępne w wersji angielskiej na books.google, więc jeśli ktoś potrafi wytrwać kilka godzin przed monitorem komputera, to polecam tam zajrzeć.
    
   

czwartek, 20 października 2011

Co się tutaj dzieje?

    Dziś z samego rana przyjemnie mi się czytało znajome słowa. Czytałam je po raz pierwszy, ale tego stylu nie da się zapomnieć. Po opisach metra zaczęłam tak bardzo tęsknić za Pragą. Olomouc jest taki senny. Nie, nie nudny, ale uśpiony. Studenci przyjechali miesiąc temu, a wciąż mało się dzieje. Oczywiście, wszystko zależy od tego, czego oczekujemy. 

    Kilka tygodni temu na placu przed ratuszem odbył się festiwal video mappingu. Niestety, ponieważ jechałam akurat do PL, widziałam tylko jeden pokaz. Polska grupa przygotowała bardzo rozbudowaną, a jednocześnie chaotyczną prezentację. Szkoda, bo samo założenie było ciekawe, ale prawdopodobnie chcieli w tym jednym pokazie zmieścić wszystko. Były zatem żywioły - woda i ogień, nagle pojawił się ekran telewizora i kolejne niezwiązane ze sobą obrazy. Stare mury kamienic nagle ożyły i zaczęły tańczyć. Miasto pięknie wyglądało w nocy, a na ulicach byli, o dziwo, ludzie. Piszę "o dziwo", ponieważ to małe (choć całkiem duże jak na Czechy) morawskie miasteczko w nocy śpi. Robi się ciemno, zapalają się lampy, a mieszkańcy znikają w swoich domach.

      Kiedy porównuję Olomouc z Lublinem, widzę, że jest tu sporo oddolnych inicjatyw, które zazwyczaj przeznaczpne są dla studentów, ale w zasadzie wciąż niewiele robi się z myślą o ludziach, którzy mieszkają tu na stałe. Nie ma pomysłu na stworzenie przestrzeni, w której ci napływowi, krótkotrwale przebywający tu studenci mogliby integrować się z miastem i jego mieszkańcami. To wielka szkoda, że miasto nie wykorzystuje swojego potencjału. Kultura to nie tylko sztuka wystawiana w galeriach czy muzeach, ale przede wszystkim to, co przy odrobinie wysiłku można wydobyć z każdego człowieka. 

     Wspomnę jeszcze tylko o wydarzeniu sprzed ponad miesiąca. W mieście odbywały się targi książki. Na placu pojawiły się nieliczne stragany, a swoje dzieła czytali czescy autorzy - Ivan Klíma, Miloš Urban, Jaroslav Rudiš. Jako dodatkowe atrakcje przewidziano warsztaty dla początkujących i zaawansowanych blogerów, które prowadził Miloš Čermák, spektakl teatru Tramtarie, koncerty oraz ... szybki kurs malowania i symultaniczne gry w szachy. Kiedy to przeczytałam nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. To był śmiech przez łzy.

wtorek, 18 października 2011

Alois Nebel

    Niedawno do czeskich kin wszedł nowy film "Alois Nebel". Historia o demonach przeszłości, zemście i miłości. Film powstał na podstawie komiksowej trylogii Jaroslava Rudiša i Jaromíra 99 (sam komiks wrócił wlaśnie na łamy Reflexu). Czarno-biała animacja rotoskopowa przeniosła mnie do Czech z czasów aksamitnej rewolucji. Polityczny przewrót sprawia, że powracają również dawne przewiny, czyli deportacja Niemców po drugiej wojnie światowej. 


     Alois Nebel jest dróżnikiem na stacji w Białym Potoku i od czasu do czasu pojawia się w jego głowie mgła, która przywołuje dramatyczne wspomnienia z dzieciństwa, a w końcu zmienia jego życie. W roli głównej pojawił się Miroslav Krobot, który w Dejvickím Divadle wyreżyserował adaptację "Człowieka bez przeszłości" Akiego Kaurismäki. Jaroslav Rudiš nazwał go "czeskim Finem", a żeby przekonać się dlaczego, wystarczy przeczytać w magazynie Reflex ich wywiad, a właściwie rozmowę, która miała miejsce po premierze filmu na festiwalu Wenecji. Mnie osobiście najbardziej ujął wątek o zupkach chińskich i mieszaniu smaków, po przeczytaniu którego postanowiłam, że muszę zobaczyć ten film.
    Jeszcze długo po zakończeniu filmu, czytając napisy końcowe i słuchając utworu "Mimosézona" zespołu Priessnitz, miałam poczucie, że to jeden z lepszych czeskich filmów ostatnich lat, które widziałam. Problem rozliczenia z przeszłością jest częstym tematem w czeskim kinie, ale dopiero od niedawna oprócz usprawiedliwiania  twórcy starają się ukazać historię taką, jaką była, a ocenę pozostawiają widzowi.
     Przy okazji "Alois Nebel" wskrzesił też dawno zapomnianego Václava Neckářa, który powrocił z piosenką "Půlnoční". Jedna z największych muzycznych niespodzianek roku!