Projekt dobiega już końca i zaczynam cieszyć się na powrót do domu. Pięć dni spędzonych wśród romskiej młodzieży potrafi wykończyć. Tyle czasu z nastolatkami to dla mnie dosyć długo, a już na pewno z tak hiperaktywnymi. Romskie wychowanie różni się dosyć od tego, którego sama doświadczyłam. Na tym nie kończą się różnice i jestem zadowolona z tego, że zdecydowałam się tutaj przyjechać.
Romowie, których spotykałam dotychczas w Polsce należą do zupełnie innej grupy niż ci "moi", którzy są właściwie częścią czeskiego i słowackiego społeczeństwa. Niektórzy z nich nie mówią już nawet po romsku, a przy tym często mają też problemy z wyjaśnieniem innym na czym polega dla nich bycie Romem, bo w paszporcie nie mają wpisanej takiej narodowości. Zawiera się to dla nich w tradycjach i utożsamianiu się z narodem, który nie ma własnego państwa. Możliwe, że uprzedzenia i ataki na nich jeszcze bardziej ich konsolidują i pozwalają pamiętać o wspólnym pochodzeniu. Takie jest przynajmniej moje spostrzeżenie.
Wczoraj miałam okazję być po raz pierwszy w knajpie prowadzonej przez Romów. Miała swoją specyfikę, a w dodatku znajdowała się na wsi, co jeszcze bardziej dodawało jej uroku. Do tej wsi dotarłam właściwie, ponieważ pochodzi z niej kilka osób biorących udział w projekcie. Kręciliśmy tam kilka scen, więc po skończeniu kolejnego dnia zdjęć mieliśmy trochę czasu na poznanie okolicy. Poza tym, że było tam ciemno, w rogu stały automaty do gier oblegane przez miejscowe dziewczyny, to jeszcze barmanki tańczyły w rytmie romskiego hip hopu. Tu uwaga, że ten typ muzyki jest tu szczególnie popularny. Sądzę, że to ze względu na teksty, które są zazwyczaj o biedzie, braku szans i sprzeciwianiu się temu wszystkiemu. Na pewno nie chodzi o samą muzykę, bo od niej już mi uszy puchną, bo oczywiście musi ona być bardzo głośna i najlepiej z wyraźnymi basami. Tu jeszcze jedno spostrzeżenie - Romowie (a przynajmniej ta grupka, którą poznałam) bardzo lubią muzykę i często są w tej dziedzinie utalentowani. No i to, że nie mogą być w większej grupie i nie śpiewać albo puszczać sobie piosenek choćby z komórki. Dla nich to zupełnie nie jest obciach. Wracając do kwestii kanjpy, to pierwszym pytaniem, które usłyszeliśmy było, czy mamy ze sobą trawę. Byłam wtedy z czeskim reżyserem i mylnie zostałam wzięta za Czeszkę. Na Słowacji, w przeciewieństwie do Czech, posiadanie marihuany jest nielegalne, więc nasz rozmówca nie owijał w bawełnę. Przy tym miał chyba z 60 lat, więc byłam trochę zaskoczona jesgo pytaniem.
Bardzo mnie zaciekawiło podejście Romów do kwestii swobody. Nie obajwia się ono jedynie w tym, że jeśli nie chcą chodzić do szkoły, to nikt ich do tego nie zmusi. Mam niekiedy wrażenie, że zwrócenie im na cokolwiek uwagi odbierają jako atak na ich wolność osobistą. Są tacy, jacy są i nikt nie ma prawa im niczego zabraniać. Na pewno trudno im w ten sposób przystosować się do życia w społeczeństwie i tego, że nie każdy akceptuje ich zwyczaje. Zastanawiam się teraz jak tak naprawdę żyją Romowie w Polsce i żałuję, że żaden stamtąd nie przyjechał.
Mam nadzieję, że film, który kręcimy, przyniesie jakieś efekty. Pomysł jest naprawdę ciekawy i podoba mi się to, że uczestnicy sami wymyślili scenariusz, korzystając z własnych doświadczeń. Większość historii, które usłyszałam jest jednak smutna - wszystko z powodu niechęci obu stron do zmiany nastawienia. Jednak już teraz jestem ciekawa, co stanie się w przyszłości z ludźmi, których tu poznałam.

