Wydawało mi się dotychczas, że Dania jest bardzo nowoczesnym państwem - nadąża za szybko zmieniającym się światem, stawia na innowacje i dostosowuje się do nowego modelu społeczeństwa. To zdanie mogłoby być w zasadzie prawdziwe, ale ostatnio coraz częściej przekonuję się, że Dania jest pod wieloma względami bardzo konserwatywnym państwem.
Jeden z przykładów to godziny otwarcia sklepów. Do 1.10.2012 obowiązywało w tym zakresie prawo z... 1946r. Oznaczenie supermarketu jako otwarty codziennie (hverdag) może trochę mylić. W duńskim hverdag znaczy tak naprawdę dni robocze (nie warto wszystkiego tłumaczyć dosłownie...). Do niedawna więc większość supermarketów była czynna w soboty do 18., podobnie w niedziele, ale tylko pierwszą i ostatnią w miesiącu. To samo z określeniem całodobowy - w praktyce oznacza to pracę od 8 do 24. Takie prawo utrzymywało się przez długi czas i miało na celu przede wszystkim ochronę (Dania jest przecież państwem opiekuńczym) małych sklepów, których nie stać na zatrudnienie pracowników w późnych godzinach wieczornych lub nocnych . Wydaje mi się to zupełnie błędnym założeniem, bo tak naprawdę w Kopenhadze i okolicach jest już niewiele takich sklepików, może co najwyżej w małych miejscowościach, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że wiele osób pracuje teraz poza miejscem zamieszkania, a duże zakupy robią np. w drodze z pracy, to ograniczenie godzin otwarcia wcale ich nie uratuje przed plajtą. Poza tym takie sklepiki w miastach są w większości prowadzone przez imigrantów, a jak pokazuje przykład z innych zachodnioeuropejskich krajów - dla nich nie ma różnicy, czy to piątek, niedziela, a tym bardziej święto - zawsze pracują.
Teraz nastała rewolucja - właściciele sami mogą decydować w jakich godzinach działa ich sklep. Głównym argumentem za zmianą prawa było to, że współczesne duńskie społeczeństwo różni się od tego sprzed prawie 70-ciu lat. Nie da się ukryć, że ludzie zdążyli już nabrać nowych zwyczajów i prowadzą inny tryb życia niż ich dziadowie. Jak na razie nie widziałam supermarketów, które jak Tesco byłyby otwarte całą dobę, ale Duńczycy zaczęli chodzić na zakupy również w niedziele.
Co prawda mi się podobało, że duński pracownik spożywczaka miał wolne w niedziele i nie musiał siedzieć do późna na kasie. Poza tym nawet niektóre centra handlowe jeszcze niedawno były otwarte np. w sobotę od 11 do 16, a w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca od 11 do 14. Dla mnie oznaczało to zupełnie inne podejście do pracowników. Mam wrażenie, że w Polsce i innych krajach ogłupionych przez zagraniczne koncerny niewiele osób zwraca uwagę na to, że chociaż robią zakupy w niedziele (i to nie zawsze z konieczności), to sami w życiu by nie zgodzili się na pracę w dzień wolny. Wygląda zatem na to, że podobnie jak Dania - jest ze mnie zupełna konserwa. Ale przynajmniej szanuję ludzi za wykonywaną pracę! Oczywiście z pobożnym życzeniem, aby i mnie kiedyś szanowano...
Co prawda mi się podobało, że duński pracownik spożywczaka miał wolne w niedziele i nie musiał siedzieć do późna na kasie. Poza tym nawet niektóre centra handlowe jeszcze niedawno były otwarte np. w sobotę od 11 do 16, a w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca od 11 do 14. Dla mnie oznaczało to zupełnie inne podejście do pracowników. Mam wrażenie, że w Polsce i innych krajach ogłupionych przez zagraniczne koncerny niewiele osób zwraca uwagę na to, że chociaż robią zakupy w niedziele (i to nie zawsze z konieczności), to sami w życiu by nie zgodzili się na pracę w dzień wolny. Wygląda zatem na to, że podobnie jak Dania - jest ze mnie zupełna konserwa. Ale przynajmniej szanuję ludzi za wykonywaną pracę! Oczywiście z pobożnym życzeniem, aby i mnie kiedyś szanowano...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz