piątek, 18 stycznia 2013

Poniedziałkowe dzieci

    Nigdy nie byłam specjalną fanką Patti Smith - słyszałam jej muzykę i o niej samej, ale ponieważ nie przepadam za śpiewającymi kobietami, to nie poświęcałam jej twórczości zbyt dużo uwagi. Niemniej jednak od jakiegoś czasu głośno zrobiło się o jej ostatniej książce Poniedziałkowe dzieci, która jest zapisem początków jej kariery i związku z Robertem Mappelthorpem. Muszę przyznać, że już od dawna żadna książka biograficzna nie wciągnęła mnie tak bardzo, jednocześnie dając tyle do myślenia.



    Patti Smith jest na pewno bardzo interesującą osobowością sceny muzycznej ostatnich 40 lat. To nie tylko piosenkarka uważana za jedną z najważniejszych kobiet w historii rocka, ale też poetka, aktorka, malarka. Właściwie można ją śmiało nazwać człowiekiem renesansu, artystką, która ciągle szuka nowych środków wyrażenia siebie. W swojej książce opisuje drogę jaką przebyła z fabryki w małej mieścinie w New Jersey do świata sztuki w Nowym Yorku. Niesamowite jest czytanie jak bardzo pragnęła tworzyć i z jaką pewnością wierzyła, że to jest właśnie to, co powinna robić w życiu. 

     W Poniedziałkowych dzieciach przewija się mnóstwo postaci, które miały na nią wpływ i ukształtowały jako artystkę. Wszystko rozgrywa się pod koniec lat 60. i na początku 70. - w jednej z najburzliwszych dekad minionego stulecia, kiedy odbył się festiwal w Woodstock, zabito Roberta Kennedy'ego, a Stany były zaangażowane w wojnę w Wietnamie, wywołującej ostry sprzeciw amerykańskiej młodzieży. W tym czasie tworzył Warhol, Ginsberg, Hendrix czy Joplin, i wszystkich ich miała okazję poznać dwudziestoparoletnia Smith. 

   Duża część biografii poświęcona jest relacji Patti Smith z Robertem Mappelthorpem. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć jego fotografie na wystawie "Autoportet" w duńskim Muzeum Sztuki Współczesnej Louisiana. Obok siebie wisiało kilka zdjęć przedstawiających jednego mężczyznę - jako uwodzicielskiego 20-latka, dojrzałego 30-latka i pogodzonego ze śmiertelną chorobą 40-latka. Fotograficzny zapis tej metamorfozy zrobił na mnie bardzo duże wrażenie, a dzięki książce Smith mogłam dowiedzieć się więcej o twórczości Mappelthorpe'a i jego drodze od prostych polaroidowych zdjęć do niezwykłych portretów najsławniejszych ludzi jego czasów. 



      Na całym świecie książka odniosła duży sukces. Świetnie się sprzedaje, ponieważ wiele osób szuka w niej pikantnych szczegółów dotyczących życia artystów tworzących w burzliwych latach 70. (szczególnie z otoczenia Andy'ego Warhola). Ku ich rozczarowaniu biografia zawiera niewiele plotek, za to z pewnością wart uwagi jest wątek o związku Smith i Mappelthorpe'a. To naprawdę bardzo interesująca historia trudnego dojrzewania, poszukiwania własnego ja, ale też pogodzenia się z nim i zaakceptowania go. To też opowieść o wspaniałym uczuciu, które pomogło im obojgu rozwinąć się jako artystom, i przemieniło się, dosłownie, w dozgonną przyjaźń. 
   
   Poniedziałkowe dzieci polecam każdemu, kto tworzy dla samego siebie, pisze do szuflady i nie wierzy we własne siły.