środa, 11 września 2013

To taki zaczyn...

    Jakiś czas temu radio, wieczorna audycja (właściwie końcówka) i jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności on - Oskar Hansen. Postać, która mnie ostatnio bardzo zafascynowała. U Sosnowskiego zadziwiająca historia, że zaprojektował pierwsze w Polsce i właściwie pewnie jedno z nielicznych (choć może i jedyne) w tamtych czasach studio nagraniowe przeznaczone do rejestracji muzyki elektronicznej. Lata pewnie 60., zupełna nowoczesność, przemyślany każdy szczegół, aby w tym miejscu jak najlepiej się tworzyło muzykę. Ta perełka niestety zniknęła, zamieniono  ją na newsroom albo coś innego (może źle zrozumiałam). Ale na ułamek sekundy w programie pojawia się to nazwisko i oczywiście jest ta charakterystyczna cecha - zadziwjające spojrzenie w przyszłość, często niedopasowane do współczesnych warunków i rzeczywistości.
    Niedawno w końcu kupiłam Zaczynksiążkę o nim i jego żonie - Zofii Hansen, i, muszę się przyznać, przeczytałam ją jednym tchem. Oskar Hansen to naprawdę fascynująca postać - oddany swojej pracy, swoim wizjom, choć może niekiedy nawet nimi zaślepiony. Kiedyś przez rok mieszkałam w Lublinie na osiedlu zaprojektowanym przez nich oboje. Nie znałam ich jeszcze wtedy zbyt dobrze, więc samo założenie architektoniczne pozbawione było dla mnie jakiegokolwiek znaczenia, choć przyznam, że wyróżniało się na tyle, że bardzo utkwiło mi w pamięci. Pewnie w o wiele bardziej pozytywny sposób niż ludziom, którzy musieli w tych ścianach spędzić całe swoje życie, ale nadal będę tego miejsca broniła.
    Trzeba chyba wspomnieć czym jest osiedle Słowackiego w Lublinie. Powstało jako drugie po osiedlu Mickiewicza w LSM (Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej). Pierwsze podbiło serca ówczesnych lublinian - wszystko było tam takie piękne i wygodne, a w dodatku dzieciaki miały na placu zabaw zjeżdżalnię w kształcie... rakiety! No a osiedle Słowackiego stało się marnym epigonem, bękartem LSM-u. A zapowiadało się całkiem nieźle - osiedle osadzone na wzniesieniach,  meandrujące bloki, możliwość zmieniania układu ścian w mieszkaniach, balkony, które można było umieścić w wybranym przez siebie miejscu, a kiedy to przestało odpowiadać - przenieść je z sypialni do kuchni albo salonu. Wszystko pięknie...

Widok na targowisko, w tle bloki

   Osiedle nie było remontowane od lat - nie zgadzali się na to spadkobiercy Hansena - jego syn i żona, która była również współautorką projektu. Przede wszystkim dlatego, że plany odnowienia zmieniłyby wygląd tego unikatowego założenia architektonicznego. Kiedy więc wprowadziłam się tam w 2008 roku niewiele miało wspólnego z czasami swojej świetności, co wpływało też na jego odbiór... Przede wszystkim te koszmarne balkony, które wyglądają jak dziwaczne budki, które mają tylko ściany - są porozrzucane po całej frontowej ścianie, rzadko kiedy w linii prostej jak w standardowych blokach, zatem w zasadzie nigdy nie chronią przed deszczem z góry, chyba że ktoś sprytnie zamontował sobie daszek i zohydził widok jeszcze bardziej.

Czyste, betonowe piękno

    Nie wiem, czy wiele osób korzystało z wolności wyboru danej przez Hansenów i postanowiło przebudować mieszkanie przesuwając ściany. Choć przyznam, że ja często siedząc w kuchni zastanawiałam się jak to mieszkanie mogłoby wyglądać gdyby było moje. Mogę zapewnić - zupełnie inaczej.
   Osiedle Słowackiego to jeden z przykładów twórczości tandemu Hansenów. Trzeba przyznać, że przez swoją niezłomność i niechęć do chodzenia na kompromis, niewiele z ich projektów doczekało się realizacji. Zapewne gdyby żyli gdzieś na Zachodzie, to należeli by do najznakomitszych architektów o światowej renomie, choć nie wiadomo, czy mogliby swoje projekty zrealizować w kapitalistycznej rzeczywistości. Z kolei w PRL ich zamierzenia spotykały się nie z uporem i oszczędnością inwestorów, ale pomysłowością, chęcią ulepszania, a częściej raczej brakiem zrozumienia ze strony robotników, spółdzielni mieszkaniowych i rozmaitych dyrektorów.
   Z pewnością Oskar Hansen był wizjonerem, którego wiele pomysłów spotkałoby się dzisiaj z uznaniem architektów. Zamysł Hansenów - forma otwarta, umożliwiającą interpretację dzieła-projektu, rozwój jednostki i dokonywanie przez nią zmian, w której budynek nie powinien stać w odosobnieniu, wyrwany z otoczenia, lecz komponować się z nim, z niego wyrastać, nie spotkał się jednak z zasłużonym zrozumieniem im współczesnych. Odnoszę za to wrażenie, że ta idea przetrwała i pojawia się teraz często w architekturze skandynawskiej. 
      Najważniejsza i niezwykle paląca myśl - to architektura jest dla ludzi, a nie na odwrót - po przeczytaniu książki Filipa Springera od razu przychodzi do głowy, a po momencie zastanowienia pojawia się też żal, że ten talent nigdy nie został w pełni niewykorzystany. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz