poniedziałek, 28 października 2013

Coś dla wymagającego podniebenia...

Wygląda na to, że Polacy, a przynajmniej krakowianie pokochali dobrą kuchnię. W zeszłą niedzielę w Forum Przestrzenie odbył się już po raz drugi w tym roku Najedzeni Fest! - impreza kulinarna, na której można było poznać interesujące krakowskie restauracje, a także sklepy z winami i wyposażeniem kuchni. Wydarzenie na pewno godne uwagi, i to nie tylko ze względu na modę, choć szczerze mówiąc przez moją ulicę ciągnęły do Forum tabuny ludzi w stylu lat 80..., więc był to absolutny must do sezonu.

Cała przestrzeń „sal bankietowych” rozpadającego się hotelu Forum zamieniła się w wielkie targowisko wypełnione po brzegi stoiskami z bardzo interesującymi kulinarnymi przybytkami, które w blasku peerelowskich kandelabrów prezentowały swoje popisowe dania. Każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie - sushi, dania wegetariańskie i wegańskie, wykwintne potrawy z najodleglejszych zakątków świata, a także wyroby regionalne - kiełbasy, oscypki i co jeszcze można sobie tylko zamarzyć. Wystawcy chętnie opowiadali o przygotowanych przez siebie potrawach i uwijali się, żeby nadążyć z niezaspokojonym apetytem krakowian. 

Forum Przestrzenie i jego wspaniałe persy

Tu się gotuje!


Na podobnej imprezie w Forum Przestrzenie byłam już przed kilkoma tygodniami. Serwowano tam głównie potrawy wegetariańskie, choć znalazło się też kilka stoisk dla mięsożerców. Wszystko to w niewielkich, ale jednocześnie bardzo tanich porcjach - średnio 5zł za jedną, co pozwalało skosztować w zasadzie prawie każdego dania (o ile ktoś miał wystarczająco pojemny żołądek). 

Najedzeni Fest zaskoczył mnie liczbą uczestników - w Forum niestety brak klimatyzacji, więc ciepło aż buchało ze środka. To był minus, bo na korytarzach było bardzo tłoczno i żeby zjeść w spokoju trzeba było za każdym razem wychodzić na zewnątrz, gdzie też brakowało miejsca, żeby skonsumować te wszystkie pyszności, choć organizatorzy starali się i przygotowali sporo leżaków. Tym, którzy się nie zmieścili, pozostawały okoliczne murki i trawniki. Ale za to Wisła niedaleko - piękne widoki i świeże, jak na Kraków, powietrze, więc te warunki zdaje się nikomu nie przeszkadzały.

Enikö nad Wisłą rozkoszuje się ciastem z Bococa Bistro


Degustacjom towarzyszyły pokazy przyrządzania drinków kawowych oraz warsztaty, np. kuchni tajskiej, a także robienia hummusu prowadzone przez mojego "sąsiada" Hummus Amamusi (zwany też Hummusem u Mamusi). Poza tym swoje stoiska miała Polska Akcja Humanitarna oraz Viva!, a chętni mogli uwolnić swoje książki kucharskie i zabrać nowe do domu. Miejsce znalazło się też dla blogerów, którzy dzielili się swoją pasją i miłością do gotowania. Krótko mówiąc: poza obżarstwem można się było również czegoś nauczyć.

Viva! i jej stanowisko


Moje najnowsze odkrycia: Youmiko Sushi - dotychczas nie przepadałam za sushi, ale do tej restauracji na pewno jeszcze zajrzę! Poza tym Kamo Asian Bar & Grill i kilka niezyidentyfikowanych przeze mnie stanowisk z  taco oraz crème brûlée (mniam! choć bez porównania z tym, który jadłam w Paryżu...). Wszystko to w towarzystwie dobrych francuskich i węgierskich win... Nie mogę się już doczekać następnego takiego wydarzenia!

Pan z Youmiko Sushi przygotowuje moją porcję



A oto i ona. Dostawało się je prosto do ręki!


Na pewno polecam każdemu wypad na taką imprezę - dzięki temu można się zapoznać z ofertą miejscowych restauracji i w miłej atmosferze spędzić niedzielne popołudnie. Na pół aktywnie - powoli przesuwając się w długich kolejkach, na pół leniwie rozkoszując się wspaniałym jedzeniem. 

A może by tak jeszcze...


Znalazło się też miejsce dla milusińskich. I to wcale nie na talerzu!