Czyli kolejny wpis o dziwnych wyprawach, z których nowe wnioski: 1) jeśli zaczyna padać, to nie należy zakładać, że to będzie akurat ten dzień, kiedy deszcz szybko przejdzie. Krótko mówiąc: Nie przejdzie i będzie lać cały aż do zapadnięcia zmroku. 2) Ci którzy oglądali Forbrydelsen (The Killing) i przewijali fragment/zamykali oczy za każdym razem, kiedy główna ofiara (bo trudno powiedzieć bohaterka o osobie, która ginie na samym początku) biegnie przez las, stanowczo nie powinni w czasie niepogody wybierać się na piesze wędrówki na krakowskie uroczyska - kręci się tam wtedy niewiele osób i biorąc pod uwagę całą absurdalność pomysłu - co druga może się właściwie okazać psychopatycznym mordercą, którego jedynym marzeniem jest spotkać samotną i zagubioną wśród drzew istotę ludzką. To tak gwoli wstępu....
 |
| Gdzieś na końcu tej drogi czyha Bob, albo co gorsza Vagn Skærbæk... |
Przejdźmy jednak do rzeczy - dziwną słabością krakowiaków jest usypywnie nietypowych pagórków zwanych kopcami. W dawnej stolicy Polski znajduje się ich przynajmniej kilka - kopiec Kościuszki, Krakusa, Piłsudskiego, Wandy, a nawet mini kopczyk Jana Pawła II. Był dawniej jeszcze jeden - Esterki, zniszczony niestety w l. 50. XX w. Niektóre z nich datuje się nawet na VII-VIII w. Nietrudno się domyślić, że wznoszono je w celach kultowych, pochówkowych (podobno w kopcu Esterki, była pochowana ona sama - żydowska kochanka Kazimierza Wielkiego) lub dla upamiętnienia ważnych postaci (po ilości kopców można z daleka poznać megalomanię krakusów - w Warszawie usypali tylko jeden...).
 |
| Jak widać takich narwańców jak ja było więcej. |
 |
| Nie mogło zabraknąć krzyża - miał być drugi Giewont, ale nie donieśli... |
 |
| Jeszcze kilka metrów - tam smogu na pewno nie będzie! |
 |
| Doskonała widoczność... a deszcz i chmury wcaaale nie przeszkadzają... |
Kopiec Piłsudskiego położony jest w niezwykle urokliwym miejscu - w samym sercu Lasu Wolskiego. W jego okolicy znajduje się również miejskie zoo - bardzo przyjemne miejsce, szczególnie na niedzielne popołudnie, które dostarcza również niewątpliwie niezapomnianych walorów zapachowych. No może jednak wartych zapomnienia. Tym, którzy jednak przebrną tę trudną ścianę zwierzęcego fetoru, objawi się piękny, niezakłócony niczym krajobraz leśnych, zaczarowanych ostępów.
 |
| Nie, w listopadzie liście nie chronią przed deszczem. |
Moja wycieczka, na którą przygotowałam piknikowy zestaw - termos z ciepłą herbatą (przydał się!), obiad, a także książkę - o tak, Murakami miał ze mną kontemplować wśród drzew - nie udała się tak do końca, ale nietrudno zgadnąć, że była jak zwykle cudownym doświadczeniem. A wchodząc na ten pagórek, nawet nie dostałam zadyszki, więc od razu poczułam się sportowcem - prawie jak pan, który wbiegł na kopiec truchtem.
 |
| Dla tych, którzy doczytali do końca - pół kopczyka papieskiego okraszone odpowiednim komentarzem. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz