Przysięgałam sobie, że nie wsiądę
na tę diabelską maszynę o dwóch kołach. Wyszło jednak inaczej. Odense jest prawdopodobnie
jednym z najgorzej skomunikowanych miast na świecie – wszystkie
autobusy zaczynają swoją trasę na dworcu kolejowym i tam ją
kończą. Podróż z jednej dzielnicy miasta do drugiej, choćby były to
tylko 4 kilometry zawsze wymaga przesiadki i trwa prawie godzinę.
Siłą rzeczy musiałam wsiąść na rower.
Transport w Danii opiera się na
rowerach. Nie wiem kiedy to się zaczęło, ale prawdopodobnie tuż po wynalezieniu koła, a już na pewno
wikingowie właśnie w ten sposób przemieszczali się z jednego miejsca na drugie.
 |
| Król Chrystian X i jego lud podczas niedzielnej przejażdżki. Sam nad rowery przedkładał konie. |
 |
Książę Fryderyk, przyszły król Danii chętnie wskakuje na rower
|
Nigdy nie przypuszczałam, że jazda
rowerem w ruchu drogowym, a nie po chodniku może być tak prosta. Mój dwukołowiec dostałam od
szkoły, w której pracuję - nie jest może najpiękniejszy, trochę zardzewiały, pomalowany byle jak
ciemnoszarą farbą, w dodatku zacinają mu się przerzutki, ale jeździ. Widziałam na drogach gorsze
okazy... Widziałam też o wiele lepsze, piękne rowery z milionem przerzutek, błyszczące z
osłonami na szprychy, żeby się w nie nie wplątywała spódnica. Biorąc pod uwagę to z jaką
częstotliwością rowery w Danii zmieniają właścicieli, to raczej
nie warto w nie inwestować kilku tysięcy
złotych, choć to tylko moja własna opinia.
 |
| Mój szary rączy rumak |
 |
| Jeden z cyklorarytasów - rower Christiania, świetnie się nadaje do przewożenia dzieci. |
Pozostawienie roweru bez dozoru, w jakimkolwiek miejscu, o
jakiejkolwiek porze może zakończyć się jego utratą. Podobnie jak z samochodami, choć na
pewno rower jest łatwiej ukraść i ukryć. Większość rowerów posiada charakterystyczny okrągły
zamek na tylnym kole. Niektórzy zaopatrują się też w zwykłe zapięcia-linki, ale problem pojawia
się kiedy w pobliżu nie ma żadnego stojaka ani niczego, co nadawałoby się do zahaczenia. Co
jakiś czas pojawiają się w mediach doniesienia o litewskich lub polskich ciężarówkach wypełnionych
duńskimi rowerami, ale wiele z nich znika z o wiele błahszego powodu - część ludzi w ogóle nie
zabezpiecza rowerów i pozostawia je same sobie, aby czekały na bezpieczny powrót właściciela z
pracy czy szkoły. W Danii jest wysoki poziom zaufania społecznego i często takie niezapięte
rowery pozostają przez długi czas nietknięte, ale istnieje niepisana zasada, że jeśli jednej
osobie zginie rower, to bierze cudzy, który akurat jest pod ręką. Tak się toczy koło nieustannej
wymiany rowerów w Danii.
 |
| Parking dla rowerów. Hmm, gdzie tu zaparkować? |
 |
| Jest i rozwiązanie! Parking 2-piętrowy. |
 |
| Rower w czasie drzemki... |
 |
| Typowe duńskie zapięcie do roweru |
Kiedy już się posiądzie dwa kółka,
bez względu na to, czy zgodnie z prawem, czy nie, to czas na nie
wsiąść. Z miejsca, w którym mieszkam do centrum prowadzi
ścieżka rowerowa. Większość ulic o dużym natężeniu ruchu jest wyposażona w oddzieloną
namalowanym pasem lub kilkucentymetrowym progiem ścieżkę, wystarczająco szeroką,
żeby zmieścić dwa rowery. Dodatkowo takie ścieżki znajdują się po obu stronach drogi i są
jednokierunkowe. Niekiedy jednak zbudowane są po jednej stronie i kiedy jedzie się w ciemnościach można
tego nie zauważyć, ale wtedy na pewno kierowcy samochodów przypomną o tym za pomocą
głośnego trąbienia, zwłaszcza jeśli dopuszcza się tam prędkość do 60 km/h. Nie powiem skąd to wiem.
 |
| Ścieżka rowerowa. Przejazdy przez skrzyżowanie są zaznaczone na niebiesko. |
Większość cyklistów jeździ bez
kasków, nie są one obowiązkowe. Na ścieżkach jest dosyć bezpiecznie (może jedynie poza zimą),
a kierowcy samochodów przestrzegają przepisów i traktują rowerzystów jako równoprawnych
uczestników ruchu drogowego (w przeciwieństwie do Polski). Jest to szczególnie widoczne, kiedy
skręcają w prawo i muszą przepuścić jadących prosto cyklistów. Identycznie jest na rondach
(co tylko potwierdza słowa powtarzane z uporem przez mojego
instruktora prawa jazdy, że rondo jest tylko jednym z rodzajów skrzyżowania). Na
początku byłam trochę onieśmielona tą sytuacją i wolałam nie ryzykować, ale szybko się do tego przyzwyczaiłam. No cóż, nie dane mi było zdobyć uprawnienia do kierowania pojazdami
samochodowymi, więc rekompensuję to sobie jazdą na jednośladzie. Zakładam wtedy
słuchawki, włączam muzykę z filmu Drive i od razu czuję się
jak Ryan Gosling mknący ciemnymi ulicami Los Angeles.
Sama zazwyczaj noszę kask, szczególnie
zimą. Powody są dwa: po pierwsze, pomimo że ścieżki były odśnieżone, to jednak bywało
ślisko, więc jako świeżo upieczona cyklistka wolałam nie ryzykować. Po drugie - w kasku moje
włosy nie były targane przez wiatr, który w Danii wieje prawie cały czas. W dodatku zazwyczaj w
drodze do szkoły wiatr wieje mi w oczy, a w drodze ze szkoły...
też w oczy. Jakiś czas temu Jacob Haugaard, jeden z kandydatów startujący w wyborach do duńskiego parlamentu, obiecywał ludziom wiatr w plecy, żeby każdemu
łatwiej podróżowało się do szkoły czy pracy. Ku zaskoczeniu wszystkich został rzeczywiście
wybrany na posła, ale jakoś do tej pory nie spełnił swojej
obietnicy. Cóż, kiełbasa wyborcza zawsze
działa.
 |
| Urządzenie pokazujące ilu cyklistów dziennie mija ten punkt. Weekend, więc liczba poniżej 1000. |
Skoro już wspomniałam, że rowerzyści
są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego, to muszę dodać, że tyczy się to
zarówno praw, jak i obowiązków. W skrócie znaczy to, że
zdarzają się też mandaty, np. za niewłaściwe
światła lub ich brak, co jest dosyć zrozumiałe i ważne, szczególnie po zmroku, oraz za jazdę
na czerwonym świetle. Niekiedy światła drogowe w Danii, choć są niezbędne dla samochodów,
nie mają zupełnego zastosowania dla rowerzystów i niepotrzebnie opóźniają ruch drogowy. Dlatego też
cykliści nagminnie łamią ten przepis i jeśli akurat nie mają szczęścia, to dostają mandat w
wysokości kilkuset złotych. Na mojej drodze do szkoły powinnam się zatrzymać przed przejściem dla
pieszych tylko po to, żeby po zapaleniu się zielonego światła przesunąć się o cztery metry i
czekać na zmianę świateł do skrętu w lewo, nawet jeśli nie ma
tam żadnego pieszego. Czasem to robię i
myślę, że ludzie, którzy mnie mijają mówią o mnie w duchu "frajerka". Chociaż ja sama
zostałam prawie potrącona przez taką rowerzystkę, która zagadała
się z koleżanką i nie chciało jej się
zatrzymać na czerwonym mimo przechodzących pieszych. To było dawno temu w Kopenhadze i wtedy właśnie
postanowiłam, że za nic w świecie nie dołączę do tego barbarzyńskiego, rowerowego plemienia.
Cóż, wszystko płynie... Ale ja sama nauczona tym doświadczeniem, sprawdzam, czy nie
nadchodzą jacyś piesi.
Po duńskich drogach jeździ się
zupełnie bezproblemowo, tylko skręt w lewo jest bardziej
skomplikowany niż w przypadku aut. Robi się to "na
dwa razy", czyli przejeżdża się przez prawie całe
skrzyżowanie na wprost, na prostopadłą jezdnię i
ustawia na, przed lub za przejściem dla pieszych i czeka tam na kolejną zmianę świateł. Ja za
pierwszym razem byłam w tak wielkim stresie, że przejechałam całe skrzyżowanie, musiałam zawrócić i
przejść z rowerem przez przejście. Na początku w ogóle bałam się, że ktoś zacznie na mnie
dzwonić albo krzyczeć, jeśli coś źle zrobię. Albo że widać
jaka ze mnie okropna łamaga. Taka
interakcja z innym rowerzystą zdarzyła mi się tylko raz, kiedy to jechałam pod prąd (spieszyłam
się!).
 |
| Jak prawidłowo skręcać w lewo. |
 |
| Trasa na jogę. |
Rower jest w Danii podstawowym środkiem
transportu, a nie rodzajem hobby, więc nie obowiązuje na nim
specjalny strój, jak dres albo szorty. Każdy nosi to, co lubi, czy
jest to garnitur, czy też krótka sukienka. Dla wygody warto jest
się tylko zaopatrzyć w nieprzemakalny płaszcz i spodnie zakładane
na ubranie. Duńska pogoda obfituje w deszcz, więc do przyjemności
wcale nie należy pedałowanie przez 20 minut w czasie ulewy,
zwłaszcza jeśli w tym samym stroju trzeba spędzić 8 godzin w
pracy.
Wkrótce zrobi się zupełnie ciepło i
będzie można jeździć w sukienkach, więc muszę się zaopatrzyć w takie porcięta dla rowerzystek, żeby
nie było kina bambina (tak mówiliśmy w dzieciństwie, kiedy podczas zabawy na trzepaku widać było
majtki). Skoro nastała wiosna, to zamiast kasku noszę teraz słuchawki - chronią uszy przed
wiatrem i nieźle trzymają włosy, więc jestem już w ogóle szykowna. Cykle chic, krótko mówiąc!
 |
| Moje rowerowe akcesoria |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz