Pakowanie, krótki lot samolotem i już byłam na duńskiej ziemi. Moja mentorka Lis wyjechała po mnie na dworzec i pomogła mi z bagażem. To znaczy, miała najlepsze chęci, ale ja nie chciałam łamać jej kręgosłupa, wiec sama wtaszczyłam po krętych schodach akademika moje życie zamknięte w wielkiej walizce i plecaku. Moja szkoła pomogła mi z zakwaterowaniem i znalazła dla mnie pokój w akademiku szkoły rolniczej (Landbrugsskole). Tak naprawdę miałam dużo szczęścia - część asystentów musi na własną rękę szukać mieszkania. W internecie nie znalazłam żadnych zdjęć tego miejsca, co mnie trochę zaniepokoiło, ale gorzej niż w akademiku w Drohobyczu na Ukrainie albo hotelu robotniczym w Nitrze na Słowacji nie mogło już być, szczególnie, że Dania to przecież Zachód przez duże "z"....
![]() |
| Symbol szkoły - mówi wiele o jej uczniach |
![]() |
| A może jednak to był symbol szkoły. Trochę wstydliwie schowany z tyłu kampusu. Jedna z licznych w Odense rzeźb fallicznych. |
![]() |
| Hogwart? |
![]() |
| Parking dla rowerów |
![]() |
| Żółty dom - budynek dla erasmusów |
Po rozejrzeniu się rozumiałam dlaczego Landbrugsskole nie zamieszcza nigdzie zdjęć swoich akademików. Pokoje jednoosobowe, szarego koloru, ze ścianami z papieru, a w dodatku łazienka i toaleta na korytarzu, dzielone z 30 innymi osobami. Jak na warunki duńskie, gdzie większość studentów ma do dyspozycji osobne mieszkania wielkości polskiej kawalerki, był to jednak relikt z przeszłości. Poza tym brak kuchni, więc niepotrzebnie zabrałam ze sobą moją ukochaną kawiarkę. Na terenie kampusu szkoły rolniczej znajdowała się za to kantyna, a wyżywienie było wliczone w koszt utrzymania, co przy duńskich cenach okazało się naprawdę zbawienne.
![]() |
| OK, bywało też lepiej |
![]() |
| Pasztet nasz powszedni |
![]() |
| Deser! |
Na początku panika w oczach i lekkie rozczarowanie, ale z drugiej strony moi mentorzy byli na tyle cudowni, że udekorowali mój pokój, zaopatrzyli go w kilka niezbędnych i zbędnych rzeczy, jak czajnik elektryczny, stolik, świece (bez których Duńczycy wprost nie mogą się obejść), obrazki... Poza tym miałam w końcu pokój jednoosobowy, więc nie było na co narzekać. Lis i Claus oprowadzili mnie po akademiku powiedzieli co gdzie się znajduje.
![]() |
| Mój pokój |
![]() |
| Szaro, ale miło... |
Poza pewnymi mankamentami akademik miał również swoje plusy - dostęp do sali gimnastycznej, pokój muzyczny, kafejka ze stołami do gry w bilard i piłkarzyki. Był tam nawet bar, gdzie czasem wyświetlano filmy, a co czwartek odbywały się dzikie imprezy dla młodych rolników, zawsze skorych do dobrej zabawy i robienia niecodziennych psikusów, jak zasypywanie korytarzy trocinami, czy włączenie alrmu przeciwpożarowego o 3. w nocy.
Szybko okazało się, że poza adeptami rolnictwa, ale też "erasmusami" i innymi zagranicznymi studentami w tym samym akademiku mieszkają również inni asystenci.
![]() |
| Młodzież tańczy |
![]() |
| Trafiłam kilka razy |
![]() |
| Kawiarnia... nazwa trochę myląca |
![]() |
| Nie sabotować pralek! |
![]() |
| Nie działa... |
![]() |
| Wśród ogłoszeń oferta kursu myślistwa. Rozważałam. |
![]() |
| Do kantyny bez gumowców... i wcale nie chodziło o kalosze Hunter |
Szybko okazało się, że poza adeptami rolnictwa, ale też "erasmusami" i innymi zagranicznymi studentami w tym samym akademiku mieszkają również inni asystenci.
W sumie w ciągu mojego pobytu przewinęło się tam ich ośmioro. To był wielki plus tego miejsca - mieszkaliśmy razem i mogliśmy sobie pomagać, doradzać, wymieniać się doświadczeniami.
![]() |
| Wieś na skraju miasta |
![]() |
| Tak sobie spaceruję... |




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz