niedziela, 22 marca 2015

W szkolnym ogrodzie

Moja duńska szkoła, do której chodziły głównie dzieciaki z miasta, uczestniczyła w programie "Z ogrodu na talerz" (Fra have til mave-czyli z ogrodu do żołądka, tłumacząc dosłownie), który miał im pokazać skąd się w ich kuchni biorą warzywa. Thomas, jeden z nauczycieli z Sanderum był organizatorem projektu i z początkiem wiosny kilka razy w tygodniu spotykał się w ogrodzie z uczniami różnych szkół z całego miasta. 









Razem z trzema 4. klasami raz na dwa tygodnie jechaliśmy na rowerach do ogrodu i tam spędzaliśmy przedpołudnie. Dzieci poznawały proces uprawy warzyw, uczyły się kiedy sieje się marchewkę, sałatę i rzodkiewkę, jak się gracuje i grabi ziemię. Razem z nauczycielem gotowały wywar z pokrzyw, który później piliśmy ze smakiem. Miały też okazję zobaczyć jak należy bezpiecznie rąbać drewno i same tego próbowały, co ja obserwowałam z przerażeniem w oczach - bałam się, że te wątłe 10-latki pozabijają się nawzajem wypadającymi im z rąk siekierami, które ledwo mogły podnieść.









Każda klasa miała dbać o przydzielone im grządki, plewić je i podlewać. Jeśli ktoś chciał, to popołudniami mógł przyjść do ogrodu z rodzicami, dostawał wtedy swój własny skrawek ziemi, którego miał doglądać. 
Dzieci miały ogromną frajdę z tych wycieczek, czasem gubiły nam się po drodze, zawsze ktoś spadł z roweru, ale obeszliśmy się bez ofiar. Po kilku tygodniach uczniowie zebrali plony swojej pracy i z radością zajadali własnoręcznie zasiane rzodkiewki. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz