Mija już drugi tydzień adwentu, a my odliczamy czas do Bożego Narodzenia. Niektórzy za pomocą wielkich pudełek pełnych małych okienek, za którymi kryją się jeszcze mniejsze czekoladki, inni zapalając codziennie świecę adwentową. Zwyczaj kalendarzy adwentowych praktykowany jest w zachodnim chrześcijaństwie od wieków, w Polsce stosunkowo od niedawna - mam wrażnie, że przyszedł wraz z kapitalizmem i zupełnie mnie ominął.
Święta w Danii, to kolejna okazja do kultywowania "hygge" - jest rodzinnie, przytulnie i miło, czyli po prostu hyggeligt. Ale liczy się też cały miesiąc przygotowań przed 25 grudnia. Właściwie to nawet dużo wcześniej, bo już na początku listopada odbywa się J-dag, czyli dzień świątecznego piwa (julebryg), kiedy to duńskie browary rozpoczynają oficjalną sprzedaż specjalnego piwa, mocniejszego i słodszego pilsnera przyprawionego cynamonem, goździkami i anyżem.
Wtedy też zaczyna się powoli rozkręcać świąteczna gorączka, która eksploduje z nastaniem grudnia. Można już dekorować domy wewnątrz i zewnątrz, obwieszać je światłami, które pięknie rozjaśniają zimowy mrok, a w oknie stawiać świece adwentowe i zapalać je dzień po dniu. Duńczycy uwielbiają światło świec, które pomaga im przetrwać zimowy okres, kiedy słońce wschodzi dosyć późno, a znika wcześnie (o ile w ogóle wychodzi zza chmur). Stearynowe świece coraz częściej zastępowane są plastikowymi zdalnie sterowanymi za pomocą pilotów, które choć sztuczne nadal potrafią ocieplić atmosferę. Zamiast zapalać świece codziennie można też przygotować adwentowe wieńce, w których stawia się cztery świece odpowiadające czterem tygodniom adwentu. Ten zwyczaj przywędrował do Danii z Niemiec wraz z królową Alexandrine i rozpowszechnił się w latach 40., kiedy to każda duńska rodzina zapragnęła mieć wieniec adwentowy w domu. Był on nie tylko symbolem oczekiwania na narodziny Jezusa, ale też nadziei w mrocznych czasach 2. wojny światowej.
Codziennie wieczorem począwszy od pierwszego grudnia większość duńskich rodzin zasiada przed telewizorem i ogląda serialowy kalendarz adwentowy. Od kilkudziesięciu lat duńska telewizja publiczna i prywatna przygotowują naprzemiennie seriale o światecznej tematyce, które są chętnie oglądane zarówno przez dzieci, jak i dorosłych. W tym roku oglądamy na kanale TV2 przygody elfki Tinki, która bierze udział w królewskie grze o tron.
Kalendarz adwentowy to też wspomniane wcześniej prezenty, często w postaci czekoladek, ale nie tylko. Duńskie dzieci dostają drobne podarunki każdego dnia adwentu lub nieco większe w każdą z czterech niedziel. Ponadto w wielu sklepach (marketach, księgarniach itp.) można zawiesić świąteczną skarpetę z imieniem dziecka, do której co tydzień wrzucane są prezenty, zazwyczaj słodycze lub kredki, czy ołówki.
Poza komercyjnymi kalendarzami adwentowymi, czyli wszelkiego rodzaju konkursami, gdzie co dzień odpowiada się na jakieś pytania i ma możliwość wygrania nagrody jest jeszcze kultowa gra zdrapka, czyli kalendarz adwentowy dla dorosłych. Od 25 lat Duńczycy próbują swoich szans w grze losowej zdrapując codziennie numery, pod którymi kryją się świąteczne symbole - bombka, jemioła, renifer i najważniejsza - choinka. Jeśli zdrapie się bagatela 10 choinek, to można wygrać milion koron. W mojej pierwszej zdrapce jeszcze nic nie wygrałam, ale kto wie, może pozostałe 12 pól kryje w sobie 4 choinki...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz