O co właściwie chodzi z tym kursem? Letní škola češtiny (Praha) to miesięczny kurs językowy na Uniwersytecie Karola. Zafundowany mi przez Unię Europejską :-) szczerze polecam przed wyjazdem na studia w ramach Programu Erasmus. Ja wyjechałam dopiero przed praktykami i wcale nie żałuję. Słyszałam opinie, że nie warto, bo właściwie niczego nie można się nauczyć w ciągu tego miesiąca, ale to już zależy od człowieka. Jasne, jeśli ktoś przyjeżdża na 4-tygodniową imprezę, to raczej nie jest zainteresowany pogłębieniem swej znajomości češtiny. Ja też dużo nie robiłam po zajęciach, ale główną przyczyną były nasze (moje i Eli) ulubione popołudniowe drzemki trwające zazwyczaj kilka godzin :-) Ale! Sam kurs. Pierwszego dnia czekały mnie testy oraz rozmowa. Oczywiście do niej nie byłam przygotowana, bo jak zwykle nie zagłębiłam się w szczegóły programu. Poradziłam sobie dobrze na obu etapach i byłam zadowolona z grupy, do której się dostałam. Byłam na poziomie B2. Grupa składała się prawie z samych Rosjan. Poza nimi byłam tylko ja i Kasia z Polski. No i Jitka, nasza nauczycielka ;-) W mojej grupie było tylko 8 osób, więc warunki były komfortowe. Minusem była tylko powolność naszych wschodniosłowiańskich pobratymców. Dziwiło mnie to bardzo, ponieważ oni za kurs płacili 800 euro. Często nie przychodzili na zajęcia, spóźniali się i generalnie mało się przykładali do nauki, więc niekiedy tempo było zabójcze. My robiłyśmy 2 ćwiczenia, oni pół. Wychodziłam tam na strasznego kujona i lizusa, którym w rzeczywistości nie jestem. Prosiłam o dodatkowe zadania, wyjaśniałam znaczenia słów, tłumaczyłam niektóre rzeczy, mające odpowiedniki w języku polskim. Byłam trochę takim psem pasterskim, który pogania owce i nie podobało mi się to do końca, ale przynajmniej miałam okazję do mówienia i przełamania swoich oporów w tej kwestii.
Mieliśmy mało prac domowych, a wypracowania pisaliśmy w trakcie zajęć. Na początku nie byłam z tego zadowolona, ale ponieważ wkrótce odkryłam, że nie jestem w stanie zmusić się do nauki wieczorem, kiedy jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia, to musiałam się z tym pogodzić.
Poza zajęciami mieliśmy też program kulturalny. Niestety, nie tak bogaty jak zapewniała A., która była tam dwa lata temu, ale też ciekawy. Może dlatego, że kurs odbył się w lipcu, kiedy w Pradze nie było zbyt wielu wydarzeń (koncertów, festiwali itp.), a większość artystów miała pewnie urlop ;-). Raz w tygodniu oglądaliśmy czeskie filmy, chodziliśmy na spacery po mieście i poznawaliśmy dzielnice Pragi, a w soboty jeździliśmy na wycieczki i zwiedzaliśmy czeskie zamki.
 |
| Hora Říp |
 |
| Labe i Vltava |
Jeden dzień kursu spędziliśmy też na Wyszehradzie, gdzie mieliśmy piknik. Każdy miał przygotować typowe danie narodowe. My się niestety nie wysiliłyśmy. Poniżej można obejrzeć w jakich warunkach przyszło nam gotować. Koreczki z białą kiełbasą i chrzanem można uznać za typowo polską potrawę ;-) Moja grupa odseparowała się od reszty, ale dzięki temu świetnie bawiliśmy się we własnym słowiańskim gronie. Tylko nie miałam okazji spróbować dań z innych krajów. Zamira miała urodziny, więc poza polsko-rosyjskim jedzeniem były i ukraińskie bonbony, włoski szampan, wino. Wszystko to znacznie ułatwiło konwersacje, a dodatkowo mieliśmy towarzystwo innej grupy - znajomych Zamiry. Cyryl zaśpiewał jej ulubiony utwór, a ja znalazłam u siebie w telefonie piosenkę urodzinową, którą śpiewał Krokodyl Giena http://www.youtube.com/watch?v=blypORq3HMc&feature=related
 |
| W metrze. My i nasze potrawy. |
 |
| Czekamy na degustację (czyt. wielką wyżerkę). |
 |
| Czeskie piškoty, tmavé pivo, francuskie ciastka przyniesione przez Jitkę, koreczki prosto z Polski, rosyjskie ogórki. |
 |
| Kasia i Viera. Na kocu widać też bagetę przyniesioną przez Vladislava :-) |
 |
| Zamira, Cyryl i szampan. |
 |
| Konsumpcja. |
Na zwiedzanie Pragi samodzielnie zostawało mało czasu i siły, ale jakoś sobie z tym poradziliśmy. Raz nawet skorzystałam z usług darmowego przewodnika. Chodziliśmy jak krowy w stadzie, a on przedstawiał dzieje Czech, Pragi i czeskiej kultury w DUŻYM skrócie. Chociaż można było zobaczyć kilka ciekawych miejsc, na które zapewne sami byśmy nie trafili. Grupa rusza każdego dnia o 14 spod kawiarni Starbucks, ale niestety nie wiem której, ponieważ dołączyłam do reszty już na Staroměstském Náměstí. Przewodnik mówi po angielsku, zazwyczaj jest bardzo ruchliwy i głośny, więc można go łatwo rozpoznać. Każdy z nich nosi czerwoną koszulkę i identyfikator.
Oczywiście kurs to też szansa na poznanie nowych, ciekawych ludzi z różnych krajów. W grupie erasmusowej było 12 osób. Mieszkaliśmy w akademiku UK Hostivař, który wyglądał jak Dom Partii. Sporo czasu spędzaliśmy razem – na korytarzu, w czasie jazdy na zajęcia lub w mieście. „W mieście” to dobrze powiedziane. Nasz akademik był na obrzeżach Pragi, a na zajęcia jechaliśmy z jedną przesiadką. Jasne, Praga ma ponad 1mln mieszkańców, aglomeracja prawie 2mln, więc nie można się spodziewać, że za cenę 4 000 kc znajdzie się dobre lokum w centrum. Jednak warunki, w których mieszkaliśmy pozostawiały wiele do życzenia. Najciekawsze było to, że właściwie nikt nie mówił tam po angielsku, a mieszkali tam prawie wyłącznie obcokrajowcy. Te warunki były dodatkowym czynnikiem integrującym :-)
 |
| Koleje Hostivař (fot. Elżbieta) |
 |
| Tylko dzięki tym uroczym rysunkom mogliśmy rozpoznać nasz piętro |
 |
| Kuchnia przed remontem |
 |
| W trakcie remontu |
 |
| "A mówiliśmy, że macie sprzątać" |
Ponieważ nie wiem, czy ktoś będzie miał ochotę czytać tak długi post, to resztę informacji o Pradze będę przekazywać w mniejszych dawkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz