Pierwszy dzień mojej pracy w MUO był cudowny, a jednocześnie bardzo stresujący. Na początek spotkanie z dyrektorem, seria pytań i oczekiwania. Potem zebranie z pozostałymi pracownikami, którzy mają się mną opiekować, a na koniec poznałam absolutnie wszystkich zatrudnionych w muzeum. Chyba ponad 20 razy wyciągnęłam rękę i powiedziałam "Těší mě". W dodatku wszystko po czesku i ten stres i obawa, że się zbłaźnię. Dwóch panów, jak to określiła p. Gina (moja opiekunka) zaczęło "szarmować" z "dzień dobry", ale ona od razu ich zgasiła mówiąc: jenom česky, jenom česky, ona výborně mluví česky. Co prawdą nie jest, ale na potwierdzenie wystarczyło nieśmiało się uśmiechać i kiwać głową.
MUO, czyli Muzeum Umění Olomouc to pokaźna instytucja z kilkoma filiami. To też niezwykłe miejsce, ponieważ jest połączeniem muzeum i galerii. Ma ogromne zbiory własne i co kilka miesięcy zmienia wystawy. Teraz w samym Muzeum Moderního Umění są 4 wystawy, w tym jedna twórczości Magdaleny Abakanowicz. Pozostałe to świetne fotografie Jaroslava Vávry, kolekcja sztuki użytkowej w postaci mebli - krzeseł, foteli itp., na których nie chce się wcale siadać, ale je podziwiać. Ostatnia czasowa ekspozycja to "Sławne wille Czech, Moraw i Śląska". Składa się chyba z ponad 100 tablic dotyczących konkretnych willi, wybudowanych od 19. do 21 w. Najwięcej dotyczy przełomu 19 i 20w., ponieważ wtedy nastąpił prawdziwy boom budowlany związany z pojawieniem się w Czechach bogatej burżuazji. Na przykładzie tego budownictwa można zobaczyć też przekrój obowiązujących wówczas stylów architektonicznych - secesji, modernizmu itd. Na tej wystawie odnalzałam willę Primavesi, która znajduje się 50m od mojego mieszkania, oraz słynną modernistyczną willę Tugendhat, którą zobaczyć można w Brnie. Niestety od ponad roku jest ona w remoncie i dla zwiedzających otwarta zostanie dopiero w połowie przyszłego roku. Należy zatem uzbroić się w cierpliwość. Natomiast na ostatnim piętrze muzeum jest stała ekspozycja "Dom Miłośnika sztuki"", która zawitała nawet do Krakowa i w związku z tym wydarzeniem powstał kilkunastominutowy film, który można tam również obejrzeć. Kiedy już zapoznamy się z filmem, warto wspiąć się na wieżyczkę, wieńczącą dach budynku muzeum i zoabczyć panoramę miasta.
| Abakany |
| Te schody prowadzą do ekspozycji "Po tentokrát nesedat" |
Coś więcej o mojej pracy? Na razie nie mam zbyt poważnych obowiązków. Większość czasu spędzam przed komputerem. Pracuję ze Słowaczką Katariną i panem Ivem. Oboje są kuratorami. Z panem Ivem rozmawiam o literaturze w czasach komunizmu. Przyniósł mi ostatnio bardzo ciekawe książki o dysydentach i polecił praską księgarnię z samizdatem. Obiecał też przedstawić mi jakiegoś opozycyjnego poetę. Jeszcze nie wiem konkretnie kogo,
p. Ivo wymienia tyle nazwisk, że nie jestem w stanie ich zapamiętać. Ale znalazłam pokrewną duszę. Do moich zadań będzie też należała praca przy SEFO, czyli Středoevropským Forum Olomouc. SEFO pozostaje na razie w sferze koncepcji, choć docelowo ma też powstać budynek - bardzo kontrowersyjny według części mieszkańców Ołomuńca - który miałby pomieścić zbiory muzeum, a jednocześnie być prawdziwym forum sztuki współczesnej Europy Środkowej. Już teraz w ramach SEFO odbywają się różnorodne projekty i wystawy (wkrótce wystawa twórczości słowackich artystów). Niestety, MUO nie dostało dotacji z UE, więc konserwatywni mieszkańcy Ołomuńca jeszcze przez jakiś czas mogą spać spokojnie.
p. Ivo wymienia tyle nazwisk, że nie jestem w stanie ich zapamiętać. Ale znalazłam pokrewną duszę. Do moich zadań będzie też należała praca przy SEFO, czyli Středoevropským Forum Olomouc. SEFO pozostaje na razie w sferze koncepcji, choć docelowo ma też powstać budynek - bardzo kontrowersyjny według części mieszkańców Ołomuńca - który miałby pomieścić zbiory muzeum, a jednocześnie być prawdziwym forum sztuki współczesnej Europy Środkowej. Już teraz w ramach SEFO odbywają się różnorodne projekty i wystawy (wkrótce wystawa twórczości słowackich artystów). Niestety, MUO nie dostało dotacji z UE, więc konserwatywni mieszkańcy Ołomuńca jeszcze przez jakiś czas mogą spać spokojnie.
Jutro znów przyjdzie mi się zmagać z programem Demus. Opracowano go specjalnie dla galerii i muzeów jako ewidencję zbiorów. W opisie znalazłam, że jest alternatywą dla ewidencji kartkowej. Owszem, ale ewidencja kartkowa była na pewno prostsza w użyciu. Dziś wykonałam już 2/3 pracy, kiedy Demus, mój cudowny, powiedział mi, że nie może więcej zapamiętać i nie przyjmował żadnych poleceń. Straciłam wszystkie dane, ponieważ odmówił nawet zapisania moich wyników. Uparciuch jeden.
Natomiast miejsce, w którym pracuję to dawna sala wystawowa. Częściowo znajduje się tu też biblioteka, a dokładnie to, co nie zmieściło się we właściwej bibliotece.
| Jak widać poza biurem znajduje się tu też skład wszystkiego. |
| Taki mam widok z okna. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz